Krótka opowieść o szalonym, pijanym, niedocenianym, zdyszanym, byle jakim naukowcu/naukowcach. Można by sądzić, iż jest to alegoria poliskiej sceny naukowej, ale byłoby to niedkońca prawdziwe, gdyż jest to piosenka polityczna, ale nie zaangażowana politycznie.
LABORATORIUM W swoim laboratorium czas spędzam nieustannie W swoim laboratorium krzyżuje się z makiem W swoim labortatorium kierując się dobrym smakiem W swoim laboratorium bak za bakiem W swoim laboratorium tworząc smutku znaki W swoim laboratorium naukowiec byle jaki W swoim laboratoirum tworząc teorii braki Chciał bardzo dobrze ale wyszły bliźniaki Produkuję, produkuje nową rasę Produkuję, produkuję ludzką rasę Produkuję produkuję wasze długi Oni wszyscy, oni wszyscy moi słudzy W swoim laboratorium mierzy się z odwiecznym rogiem W sowim laboratorium spotyka się z bezpołodnym Bogiem W swoim laboratorium tylko wtedy gdy nikt nie słyszy Upija się na umór ciężko sapie i dyszy W swoim laboratorium dla metry pod podłogą W swoim laboratorium walczy z myślą srogą W swoim laboratorium wciąż czegoś nie rozumie, Że było ich dwóch, a kto inny zabił komunę Produkuję, produkuje nową rasę Produkuję, produkuję ludzką rasę Produkuję produkuję wasze długi Oni wszyscy, oni wszyscy moi słudzy
« powrót do dyskografii