Pisenka inspirowana autentyczną kilkudniową imprezą, która odbyła się w 2003r. we Wrocławiu gdzieś na ulicy Swidnickiej u niejakiego Kopra ze Zgorzelca (był to lokal Prezesa). Historia dotyczy czasów studenckich, a dokładnie tego okresu, kiedy zaczyna się rozumieć, że świat jest trochę pojebany, a zapowiada się, że będzie coraz gorzej. Po takich epickich przemyśleniach wpada się w wir imprez, które choć na chwilę przypominają Ci, że to co zaczynasz robić i to kim się stajesz nie dokońca pokrywa się ze szczeniackimi planami. Wówczas to kompletnie pijany człowiek w scenerii dantejskich zgliszczy postimprezowego ładu zaczyna zadawać sobie pytanie "czy to kim jestem teraz to naprawdę ja?" To takie cholernie banalne, ale to były chyba ostatnie chwile kiedy byłem sobą (Koper przeraszam za buty i za fajki).
"U kopra na zabawie"
Budzę się znowu krwawię, jestem u Kopra na zabawie
Leżę obok grubej Zosi, znamy się z filozofii
Do przedmiotu było nam daleko, do siebie czasami nie
Otwieram oczy w maraźmie, widzę bardzo niewyraźnie
A to co widzę, to co słyszę nie bawi mnie
A to co widzę, to co słyszę nie
Czy to ja, czy to ja, czy to naprawdę ja
Wstaję trącam, kogoś w udo
Mózg przepity, ruską wódą
Wstaje i znowu leżę, wstaje, a do domu nie wiem jak iść
Wstaje i znowu leżę, a do domu nie wiem
A w praku leżą młode pary
Jutro z rzeczywistościa wezmą się za bary
Z rzeczywistością, a nie z systemem bo systemu nienawidzi się
Z rzeczywistością, a nie z systemem bo systemu nienawidzi się
Czy to ja, czy to ja, czy to naprwdę ja
U Kopra na zabawie
« powrót do dyskografii